Jak zwykle dziwaczeje.
Przyszła ta chwila. Dosłownie moment, gdy poczułam, że nie mogę być wśród ludzi.
Nie wtedy.
Musiałam więc odejść.
Miałam całą noc. Całe 6 km do przejścia. Całe 1,5 godziny, przedłużone siedzeniem na moście.
I udało się. Pod osłoną nocy. Coś odkryłam.
Spodobało mi się to. Spodobałam się sobie z tym.
Jednak nim doszłam do pisanych słów, zaczęło świtać.
Razem z dniem zniknęło wszystko co czyniło mnie wielkim odkrywcą.
Razem ze słońcem i snem – zapomniałam.
I nie ważne jak bardzo za dnia czujesz się SWÓJ.
Nie ważne, że wydajesz się sobie szczęśliwy i pełny. Pełny przede wszystkim.
Bo potem zawsze przychodzi noc.
Gdy zaczynasz czuć naprawdę.
I chcesz płakać.
Co nie oznacza, że możesz.
(Nie wchodźmy w babskie szczegóły)
Czy coś.
Hadrony "Stan osamotnienia"
P.S. Bardzo, bardzo polecam ten zespół - Hadrony. A także solowe kawałki wokalisty, znanego z internecie CeZika. Jestem mile zaskoczona.